3 mity o algorytmie YouTube, w które wierzą YouTuberzy

Dzisiaj przyjrzymy się trzem najbardziej popularnym mitom, które dotyczą algorytmu YouTube. Są to mity nieustannie powielane w rozmaitych poradnikach, artykułach czy stronach. Nic więc dziwnego, że wiele początkujących twórców w poszukiwaniu tej wiedzy trafia na nie i utrwala sobie nieprawdziwe informacje. Niemniej – jeszcze nie jest za późno, aby z tych mitów wyciągnąć wnioski. Zaczynamy!

Mit #1 – Subskrypcje mają znaczenie

Subskrypcje nie mają znaczenia dla długoterminowej oglądalności kanału. W zrozumieniu tego mechanizmu może Wam pomóc krótki eksperyment. Przejdźcie na stronę główną YouTube i zobaczcie, jakie filmy są Wam proponowane. Teraz zastanówcie się – czy są to filmy z kanałów, które subskrybujecie czy może bardziej są to filmy tematycznie związane z tym, co niedawno oglądaliście lub regularnie oglądacie o danej porze? Teraz przejdźcie na zakładkę subskrypcje. To są filmy z kanałów, które subskrybujecie w kolejności chronologicznej. Czy każdy z tych filmów chcecie oglądać? Czy będziecie oglądać je jeden za drugim – no bo w końcu to kanały, które subskrybujecie? No właśnie – raczej nie.

W momencie gdy oglądamy dowolny kanał po raz pierwszy, to algorytm YouTuba tworzy pewien rodzaj połączenia między naszym profilem a oglądanym kanałem. Gdyby algorytm przemówił ludzkim głosem, jego proces myślenia wyglądałby mniej więcej tak: „Hmm, Maciek oglądał ten kanał. Może spodobał mu się jeden odcinek albo cały kanał, więc w kolejnych dniach będę mu pokazywał miniaturki z tego kanału”. I jeżeli okaże się, że faktycznie będziemy klikać w filmy z tego kanału i okazywać zainteresowanie tym kanałem, to YouTube zacznie to zauważać. Wówczas zacznie polecać nam stare treści z tego kanału, a także bardzo wysoko wypozycjonuje nam w systemie rekomendacji jego nowo opublikowane filmy. I zauważcie, że aby ten mechanizm zadziałał, wcale nie potrzeba subskrypcji.

Subskrypcja ma znaczenie, ale w krótkim okresie. Gdy zaczynamy subskrybować jakiś kanał, YouTube wzmacnia to wspomniane już połączenie między naszym profilem, a danym kanałem. I wtedy faktycznie początkowo częściej poleca nam treści z tego kanału. Jednak jeśli w perspektywie czasu kanał będzie tworzył filmy, w które nie klikamy, których nie oglądamy – z czasem przestanie polecać nam te treści. YouTube zorientuje się, że owszem – użytkownik zasubskrybował kanał, ale ogląda innego typu treści, więc nie będzie serwował mu filmów, których prawdopodobnie nie obejrzy.

Właśnie stąd płynie wniosek, że subskrypcje nie mają znaczenia dla długoterminowej oglądalności naszego kanału. Zobaczmy to na przykładzie innych YouTuberów:

Zobaczcie, Rojson ma na koncie ponad półtora miliona subskrypcji. Jednak jego najnowsze treści notują około 20-30 tys. wyświetleń, czyli około 2%.

A to dane od innego twórcy, który również zebrał na kanale ponad milion subskrypcji:

Nowe odcinki generują wyświetlenia na poziomie około 300 tysięcy. Można powiedzieć – dobry wynik!

Jednak spójrzmy głębiej w statystyki:

Okazuje się, że jedynie 41% tych wyświetleń pochodzi od subskrybentów. Czyli około 120 tysięcy osób.

Szybka matematyka – jeśli kanał ma 1 200 000 subskrypcji, a jego filmy ogląda 120 000 subskrybentów – oznacza to, że całościowo filmy ogląda jedynie 10% subskrybentów kanału. Pozostała rzesza oglądających to osoby, które nigdy nie zostawiły suba na kanale.

Odkąd YouTube tak dobrze zna nasze preferencje i doskonale wie, co będziemy chcieli oglądać na platformie, widzowie nie mają potrzeby subskrybowania kolejnych kanałów. Czy to oznacza jednak, że nie warto prosić widzów o subskrypcje? Mimo wszystko – warto. Nie tylko z uwagi na tę początkową więź, dzięki której nasze filmy będą chętniej polecane, ale także z uwagi na funkcję dzwoneczka, dzięki której widz zawsze otrzyma powiadomienie o nowych treściach na naszym kanale.

Mit #2 – brak reklam na filmie zmniejsza zasięgi

Pracując dla sieci partnerskich i agencji reklamowych, a także wspierając YouTuberów, miałem okazję realizować wiele współprac między twórcami a markami. Zwykle były to po prostu lokowania produktów marki na kanale twórcy. Przy realizacji zawsze proszę twórców o wyłączenie reklam w filmie z lokowaniem. Czemu? Aby uniknąć zjawiska clutteru reklamowego. Kiedy widz ogląda reklamę przed filmem z lokowaniem, zapamiętywalność lokowania drastycznie spada. Jeśli film opublikowany przez twórcę idzie dobrze – zbiera dużo watchtime’u, wyświetleń – wszystko jest ok, a twórca jest chętny na dalszą współpracę. Spotkałem się jednak z takimi sytuacjami, gdy film nie performował tak dobrze jak twórca zakładał. Co się wówczas działo? YouTuber twierdził, że film ma obcięte zasięgi z uwagi na wyłączenie reklam na filmie.

A jak to jest naprawdę?

Gdy przesyłamy film na YouTube to algorytm sprawdza, czy spełnia on wytyczne społeczności – a co za tym idzie – określa on, czy film może być zmonetyzowany czy nie. I teraz – jeśli wyłączymy reklamy na filmie, co do którego nie ma zastrzeżeń, bo spełnia wszystkie standardy YouTubowe, to nic się nie stanie. Zasięgi nie są obcinane.

ALE – jeśli wyłączymy reklamy na filmie, który nie byłby zaakceptowany do monetyzacji, to będzie on traktowany dokładnie tak samo jak film, który miałby tego „żółtego dolara”. Czyli – jego zasięgi będą niższe. Jednak warto zauważyć, że nie dzieje się to przez sam fakt nałożenia ograniczeń monetyzacji, ale przez samą treść naszego filmu, który narusza w pewien sposób standardy społeczności – np. zawiera przemoc, wulgaryzmy itp.

Zatem wniosek – nie ma związku przyczynowego między żółtym dolarem a zasięgami. Jest za to związek przyczynowy między treścią na filmie a zasięgami.

A jak to widzi algorytm?

Słynny algorytm YouTube to po prostu sieć neuronowa, której działanie tłumaczyliśmy wraz z Tomkiem Rożkiem na kanale „Nauka to lubię” (zajrzyjcie!). Gdy przychodzi do momentu szeregowania filmów i decydowaniu, które z nich wyświetlą się w systemie rekomendacji użytkownika YouTube najwyżej, a które zostaną „zakopane”, algorytm bierze pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze – zbieżność tematyki filmu z naszymi zainteresowaniami – czyli to, jakie kanały oglądaliśmy w przeszłości czy tematykę oglądanych wcześniej treści. Po drugie – algorytm bierze pod uwagę dotychczasowe reakcje widzów na filmy – czy widzowie w nie klikają, w jakim procencie je oglądają, czy oglądają je do końca, ile czasu spędzają na danym filmie, jak reagują pod kątem łapek w górę i łapek w dół. Wśród tych sygnałów, które ocenia algorytm NIE MA statusu monetyzacji.

YouTube zwyczajnie nie chce pewnych treści na swojej platformie i tym filmom będzie obcinał zasięgi. Tutaj możemy posłużyć się przykładem Maćka Dąbrowskiego, który zmienił nazwę swojego kanału „Z Dupy” na „z Dvpy”, ponieważ gdy posługiwał się starą nazwą, filmy były słabiej pozycjonowane i nie wpadały do zakładki trending pomimo ogromnej liczby interakcji czy udostępnień.

Mit #3 – tagi mają znaczenie

Jeśli chodzi o metadane filmu, od zawsze optymalizowało się – temat, opis i tagi. Obecnie tagi nie mają zupełnie znaczenia dla oglądalności filmu. Dlaczego?

Kiedyś YouTuberzy, a w szczególności mali twórcy, zaczęli nadużywać tagów. Wpisywali jako tagi nazwy większych kanałów czy popularne frazy, które wówczas oglądały się na YouTube, pomimo tego, że ich filmy nie wpisywały się w tematykę tagów. Robili to przede wszystkim po to, aby algorytm decydował się wyświetlać ich filmy obok popularniejszych treści i tym samym budować swoje zasięgi. YouTube jednak z czasem zauważył tę praktykę. Co więcej – YouTube rozwinął się jako platforma i z czasem zaczął nie tylko oglądać nasze filmy, ale także ich słuchać. Stąd na przykład wie, że w filmie zawarte są wulgaryzmy. Tagi nie są mu więc potrzebne do tego, aby określić, o czym jest nasz film i obok jakich innych podobnych treści można go wyświetlać.

YouTube sam przyznaje, że tagi straciły na znaczeniu – z jednym wyjątkiem. Czasami zdarza się taka sytuacja, że widzowie źle zapamiętują nazwę naszego kanału i wpisują ją niepoprawnie w wyszukiwarkę. Na przykład kanał Videokracja – piszemy przez „V”. Jednak widzowie wyszukują go również jako „Wideokracja”. Podobnie kanał „Olsikowa” – część osób szukało tego kanału pod hasłami „Osikowa” czy „Owsikowa”. Dlatego obecnie tagi służą temu, by nauczyć algorytm, jak nasi widzowie mogą szukać naszego kanału. Wpisanie tych fraz, które wpisują widzowie aby nas znaleźć, to obecnie jedyna funkcja, do jakiej wykorzystywane są tagi. Można więc powiedzieć, że tagi korygują potencjalne literówki czy błędy w nazwie podczas korzystania z wyszukiwarki YouTube.

Na dziś to wszystkie mity. Dajcie znać, czy dowiedzieliście się czegoś nowego! Niezmiennie zachęcam do zapisania się na nasz newsletter, gdzie udostępniamy Wam dodatkowe, niepublikowane tutaj materiały, z których dowiecie się jeszcze więcej o rozwijaniu swojego kanału na YouTube:

https://bit.ly/newsletter-videokracja

Sprawdźcie też, jak możecie zarabiać z Allegro Polecam już od początku tworzenia przez Was treści na YouTube:

https://allegro.pl/programy-lojalnosciowe/allegro-polecam

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry